Z Oświęcimia... >> niedziela, 22 lipica 2007 00:55:09
Z nudów totalnych i braku pomysłów na zagospodarowanie sobie czasu w Krakowie, stwierdziłam, że czas się pakować i spadać, gdzie się da. Padło na Oświęcim, bo 1) jest niedaleko 2) nie są to Bielany, z którymi obecnie jestem na drodze wojjennej batalii o psa [heh, ten mój bełkot] 3) jest w miarę blisko 4) jest tu komp z Netem :D i parę jeszcze innych, może nawet sensowniejszych powodów też by się znalazło...

Dziaś z Kasią [żoną mojego kuzyna] byłyśmy najpierw na rundce po sklepach, później poszłyśmy na Kebaba, do fryzjera [MAM GRZYWKĘ!] i... Na Kamieniec xD - urocze miejsce nad Sołą gdzie można wygrzewać dupy z dala od spalin i zamoczyć swe pokaźne sadełko w miarę czystej [no... powiedzmy ;-) ] i całkiem cieplusiej wodzie...

Jutro może też się tam wybiorę - w Krakowie ciężko o takie atrakcje, bo mnie samej rodzice nie puszczą, a im brak chęci i czasu... Nad wodą dzień mija nadzwyczaj szybko i bezboleśnie, więc pewnie, niestety, nim się obejrzę, będę z powrotem w Krakowie... Najprawdopodobniej nastąpi to w środę...

Nie wiem nawet kiedy, zleciał już miesiąc wakacji... Drudie tyle i znów do szkoły.... Matrix po prostu jakiś... To się wydaje tak śmiesznie odległe, jakoś niemożliwe... Jak to? Przecież dopiero co było zakończenie roku po gimnazjum... A teraz? We wrześniu do drugiej liceum marsz... Półtora roku i staję przed jednym z ważniejszych egzaminów życia - maturą... A jeszcze niedawno takie się to niewyobrażalnie odległe zdawało...

Jest taki upał, że nie ma czym oddychać.. A ja, głupia, myślałąm, że nigdy mi w Polsce za gorąco nie będzie... Heh.. No cóż, tak to z życiem bywa - jest kompletnie nieprzewidywalne...

Nie wiem, o czym by tu napisać, węc chyba się po prostu położę naładować sobie bateryjki na jutrzejszy dzień ;-)... Oby był tak samo pomyślny jak dziś :P - hm... wczoraj xD ;-) ........? [dla ciężko kapujących: dziś=sobota xD]
komentarze [1]

Wakacje... >> piątek, 13 lipica 2007 22:10:52
No i rok szkolny się skończył... Wiem, wiem, 3 tygodnie temu... Koniec roku nie był nawet taki zły, miałam średnią 4,21 (3xdst, 5xdb, 6xbdb), więc teraz walczę o psa. Mam nadzieję, że już niebawem osiągnę swój cel - tata powoli pęka.
Są wakacje a nudzę się jak jasna cholera... Nie mam co ze sobą robić, więc niebawem pewnie się ulotnię z Krakowa (Oświęcim mi po głowie chodzi).
Nad morze jadę dopiero za miesiąc, no nic, trudno się mówi, może przynajmniej będzie wtedy ładna pogoda.
Ostatnio coraz częściej się znów kłócę z mamą... Wydaje jej się, że skoro siedzę w domu, to powinnam codziennie coś wyprać, posprzątać, wyprasować... Może i racja ale szkoda mi wakacji na coś takiego... Wolałabym spróbować czegoś nowego, może szalonego... No tak, tylko czego...?
Mam nadzieję, że po powrocie z Mielenka rodzice w końcu ulegną i będę mogła pójść do schroniska po spełnienie swoich marzeń...
Oduczyłam się tu pisać... Może z tego wyrosłam...? Nie, co ja mówię?! Przecież nawet dorośli piszą bloga... W czym więc problem...? Może za dużo się działo? Nie wiem, o czym pisać, a co jest nieistotne? Może po prostu jestem za bardzo zamknięta w sobie i ciężko mi ocenić co powinnam zachować dla siebie, a co mogę tu z siebie wylać?
Najbardziej ogółem mówiąc w ostatnich dniach musiałam się zmierzyć z czymś, co się okazało cholernie trudne i nie do końca się jeszcze pozbierałam... O co biega? Jak nie wiadomo o co biega, to znaczy, że chodzi o faceta... A nawet nie tyle samego faceta, jak o marzenia z nim związane. I wielki zawód. No cóż, takie życie... Mam nadzieję, że niebawem się mi to jakoś ułoży... Przecież w końcu musi... Ale nie zapomnę o tym nigdy i nie daruję sobie tego, że nic nie zrobiłam, kiedy jeszcze nie było za późno... A teraz? Co mi zostało...? Nic? O nie, co to, to nie! Wciąż się przyjaźnię z tym, który jeszcze do niedawna wypełniał sobą 90% moich myśli... Teraz wszystko, czego chcę, to aby był szczęśliwy.... I mam nadzieję, że tak będzie, bo gdy codziennie uśmiech będzie gościł na jego twarzy to i mnie będzie się łatwiej z tym pogodzić i cieszyć jego szczęściem. Dziwnie? A jednak, taka już ze mnie wariatka....

"Wariatka Tańczy"
(1)
Ale szum,
ale tłum,
czarna noc, biały room,
złote stosy pomarańczy.
Dudni dom: dana, da - jak zabawa to zaba...,
a wariatka jeszcze tańczy.
Taką to - by na stos!
Na co jej marny los,
dajcie, chłopcy ten kagańczyk.
Warkocz jej płonie już,
dookoła złoty kurz,
i wariatka jeszcze tańczy.

Szalona wiruje chusta,
szalone wirują usta,
otkaczałka, wariatka, ech,
nie patrzy do lustra.
Czerwona na niej sukienka,
czerwona w sercu udręka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka...

(2)

Ale szum,
ale tłum,
czarna noc,
biały room,
złote stosy pomarańczy.
Dudni dom: - dana, da
jak zabawa - to zaba...
i wariatka dzisiaj tańczy!

Kto tu wlazł,
ten już pan,
jeszcze łyk,
jeszcze dzban
i dzieciaków nikt nie niańczy!

Każdy ma
na coś chęć,
bo zabawa jest na pięć
i wariatka jeszcze tańczy:

Szalona wiruje chusta,
szalone wirują usta,
otkaczałka, wariatka, ech,
nie patrzy do lustra.

Czerwona na niej sukienka,
czerwona w sercu udręka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka.

Wódka już
jeży włos,
ej do bab,
ej do kos,
kto powiedział, że wystarczy ?

Jeden już
nie chce żyć,
na ostatek prosi pić
i wariatka jeszcze tańczy.

Taką to - by na stos!
Na co jej
durny los
dajcie, chłopcy ten kagańczyk.

Warkocz jej płonie już,
dookoła złoty kurz
i wariatka jeszcze tańczy.

Szalona wiruje chusta,
szalone wirują usta,
otkaczałka, wariatka, ech,
nie patrzy do lustra.

Czerwona na niej sukienka,
czerwona w sercu udręka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka.

Szalona wiruje chusta,
szalone wirują usta,
otkaczałka, wariatka, ech,
nie patrzy do lustra.

Czerwona na niej sukienka,
czerwona w sercu udręka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka.

A. Osiecka
komentarze [0]