Osobista żałoba... >> środa, 20 grudnia 2006 23:33:52
Przyniosłam Go ze sklepu 07.05.2005r. Kupiłam Go w TESCO na Kapelance... Byłam szczęśliwa, dumna, że mam drugą rybkę (pierwszą od 25.03.2005r. - z TESCO na Wielickiej...). Pierwszą, razem z eloite nazwałyśmy DAB (to mieczyk)... W mysl tej nazwy dla NIEGO wymyśliłam MAD. Był głupikiem...
~04.12.2006r. coś złego zaczęło się z nim dziać... Schował się między kamieniami, wydawało mi się, że odszedł... Jednak jeszcze nie nadeszła wtedy Jego ostatnia godzina... przerażona od razu wymianiłam im wodę, pomimo tego, że było już ok. 22:30 i dziadkowie byli u mnie w pokoju... Po zmianie wody i wyczyszczeniu akwarium wydawało mi się, że jest OK... Ponieważ z wodą coś było nie tak i już po 2 dniach znów musiałam ją znów wymieniać, postanowiłam dodać do niej uzdatniacz... i nie wim, czy to nie był mój błąd... Nie wiem, czy to nie zabiło mojej kochanej Rybki... Dlaczego? Bo ten płyn był kupiony równo z Dabem (pierwszą rybką), czyli, przypominam, 24.03.2005r...
Jeszcze tydzień temu miałam Go w rękach... Dziś rano na Nich patrzyłam (po szkole zresztą też na chwilkę przystanęłam)... Chciałam zrobić to samo koło 22:20... Lubiłam na Nich patrzeć... Nigdzie Go nie widziałam... Był tylko Dab... Już czułam, że nie jest dobrze. Ale wciąż miałam nadzieję. Wierzyłam, że znów tylko się gdzieś schował, że stuknę w akwarium i znów będzie dobrze... Zobaczyłam Go. Leżał na dnie... Wśród kamieni... Zaczęłam stukać w szybkę... Nie reagował. Szturchnęłam akwarium... Też nic... I już w zasadzie wiedziałam, że to koniec... Ale nie chciałam w to wierzyć... Prosiłam tatę, żeby sprawdził... Czy... Zresztą, wiecie o co mi chodzi... Olał mnie... Poszłam do mamy... Gdy stanęła przy akwarium podszedł do niej tata... nie miałam sił być w pokoju. Poszłam do kuchni... po chwili usłyszałam spłukiwaną wodę w toalecie... I słowa mamy "O jedna mniej..."... Ona wie, co czułam, co czuję... Tak mi się wydaje...
Mam do siebie wielki żal, że Go zaniedbałam, że nie było mnie przy Nim w Jego ostatnich chwilach... Na dobrą sprawę nawet nie wiem, kiedy odszedł... Nie wiem, czy to przez starość, chorobe, czy moje zaniedbanie... Wiem jedno. Nie daruję sobie tego, że nawet nie miałam odwagi Go godnie pożegnać... Za to wszystko, co mi dał... Że był... Ilekroć było mi źle... pokłóciłam się z rodzicami... Czułam się samotna i opuszczona... Podchodziłam do akwarium, patrzyłam na moje maleństwa i już było lepiej... A ja co?! Nawet nie podziękowałam... Nie było mnie wtedy w łazience... odsunełam się od tego... wolałam być z daleka...
Pewnie myślicie, że jestem głupia... Możliwe... nie powinnam aż tak bardzo się przywiązywać... Ale stało się. trudno za późno. Czasu nie cofnę. Mogę jedynie robić wszystko, co w mojej mocy, żeby mieczykowi do końca Jego dni było dobrze, żebym przy Nim była... Żebym Go nie zawiodła...
Idę... Chcę popatrzeć na rybkę, na Daba... On był pierwszy... Odejdzie jako drugi...
Powinnam być na to gotowa, wiem... rybki nie żyją wiecznie... Ale... Nie myślałam, żeto nastąpi tak po prostu... Że nawet nie zauważę... Bo... Nie zorientowałam się przecież... Przykro mi z tego powodu...
ODSZEDŁ ZE ŚWIATA, ALE NA ZAWSZE ZOSTANIE W MOJEJ PAMIĘCI...
komentarze [3]Dzieci Gorszego Boga... >> czwartek, 14 grudnia 2006 22:20:40
"1.Pani redaktor! sprzedaję pani temat,
prosto z ulicy centralnie z podziemia,
o małolatach, o dzieciakach, o szczeniakach,
o pogrążonych w nędzy Polakach.
Pani oskarża - młody przestępca
Diluje, bije, kombinuje i przekręca,
nad ofiarami się znęca,
złodziej, bandyta, bardzo groźny morderca.
Pani redaktor - a czyja to wina?
ważny jest skutek, lecz ważniejsza przyczyna!
dziurawe buty kiedy zbliża się zima,
starych nie stać na ciuchy dla syna.
Dzieciak nie jest ślepy - kuma sprawę,
bardzo szybko rozkminia zasadę „być znaczy mieć”
nie zawsze zgodnie z prawem,
w chorym systemie "wyniucha" każdą zdradę,
Jednak uczciwie próbuje zdobyć środki,
łapie robotę - nosi ulotki,
mija miesiąc, dzieciak wali po sałatę
„spadaj Mały! Razzz! Zapomnij o wypłacie!”.
Ściema na maxa, życiowa nauka –
„nie będę frajerem już nikomu nie zaufam,
nigdy więcej nie dam się oszukać,
teraz ja, tak! Frajerów będę stukać!”.
Ref. Dzieci Gorszego Boga dla nich słonce nie chce wstać,
Dzieci Gorszego Boga stoją w cieniu naszym miast,
Dzieci Gorszego Boga ciągle więcej pośród nas,
Dzieci Gorszego Boga, Dzieci Gorszego Boga
Pani redaktor! dzieciak łapie układy
„być znaczy mieć” - wedle nowej zasady,
nocne wypady – sklepy, samochody,
się poprawia jego stan finansowy.
Już nie chodzi głodny, zaniedbany,
nie kroi nocą kasy z portfela mamy,
czasem stuka dziesiony na frajerach,
z dumą obejmuje nowy etat - pasera,
potem dilera, następnie łyka gnata ,
strzela - zabija by zgadzała się kasa.
Pani redaktor zdziwiona? trochę zdumiona?
a może przerażona?!
Skumaj temat i skup się na przyczynie,
otwórz oczy a zobaczysz kto jest winien!
nie dzieciak, nie ja i nie mafia z Wołomina!
W politykach i systemie przyczyna!
to oni robią śmieci z uczciwych ludzi,
na zysk zero szans - za to szansa na długi,
na niegodne życie z gównianą przyszłością,
zobacz jak niewielu wychodzi na prostą
I nie pierdol mi jeden z drugim że to farsa,
że to temat wyssany z palca,
płace respektem niewinnym Dzieciakom Gorszego Boga,
Pani redaktor...
Ref. Dzieci Gorszego Boga dla nich słonce nie chce wstać,
Dzieci Gorszego Boga stoją w cieniu naszym miast,
Dzieci Gorszego Boga ciągle więcej pośród nas,
Dzieci Gorszego Boga, Dzieci Gorszego Boga "
To jest jeden z tekstów Karramby...
komentarze [0]"Dlaczego tak jest, że najpiękniejsze chwile życie psuje na siłę...?" >> poniedziałek, 4 grudnia 2006 23:06:29
To jest dobre pytanie... szkoda tylko, że nie mam na nie odpowiedzi... Jeszcze parę godzin temu fikałam z radości... Śmiałam się, cieszyłam ze wszystkiego. Było bosko, wydawało mi się, że nareszcie wszystko zaczęło się układać. No właśnie.
Wydawało mi się. Teraz siedzę przed ekranem komputera. Ostatkiem sił powstrzymuję się od płaczu, bo nie chcę zbędnych pytań ze strony rodziców i dziadków. Nie chcę ich pomocy. Nie potrzebuję jej. Chcę w to wierzyć. Muszę. "DAMY RADĘ!" - Przemuś ja już nie mogę. Powtarzałeś mi to kiedyś tak często... A teraz? Jesteś daleko. Za daleko, żebym mogła prosić Cię o pomoc. Już nawet nie pamiętam, czy podawałam Ci adres bloga. Nie wiem, czy tu wchodzisz. Wiem, że brak mi Ciebie. Wciąż pamiętam, jak mieszkałeś u nas, kiedy byłam malutka... Eh... to był taki piękny okres... Zero zmartwień, zero problemów 100% zabawy i przyjemności. A teraz? Minęło sporo czasu. Ty starasz się zagwarantować odpowiedni start życiowy swojej córeczce... Ja staram się wypracować (na razie sobie) odpowiednią przyszłość.... Eh... Rozpisałam się. No tak, przecież ja o rodzinie moge godzinami...
Powoli mam wszystkiego serdecznie dość. Kiedy już, już prawie wszystko idzie OK, mogę mieć 100% pewności, że coś się
rozpierdoli. Świadomie to napisałam. "Rozwali" to za słabe słowo. O tak. Stanowczo za słabe. Boję się jutra. Nie dosłownie, choć po części też. Boję się tego, co będzie. Rozczarowań. Tego, że kolejny czar pryśnie. I znów następny... A pośród nimi pasna sukcesów... I tak błędne koło toczyć się będzie do
usranej śmierci .
No tak, znów bredzę. Lepiej skończę na dziś... Za bardzo otwarta jestem. Któś to może wykorzystać i pewnie to zrobi. To jakaś obsesja.Mam tego dość. STOP! Koniec na dziś. Wystarczy. Zobaczymy, co przyniesie kolejny dzień? Radość, czy smutek? Sukces, czy porażkę? Tylko czas na to odpowie. Spadam. Pa!
komentarze [0]Ciąg dalszy następuje... >> sobota, 2 grudnia 2006 23:17:12
Kontynuując myśl ze szkolną masakrą... Chodzi mi o sprawdziany. nauczyciele się chyba wściekli. Idąc przez cały tydzień:
PONIEDZIAŁEK -> sprawdzian z chemii
-> sprawdziano-kartkówka z biologii
WTOREK -> sprawdzian z PO
-> kartkówka z angielskiego
CZWARTEK -> sprawdzian z francuskiego
-> sprawdzian z filozofii
-> kartkówka z angielskiego...
To może wyglądać jak dobry dowcip... Niestety nie, to święta prawda... Nie jest źle, bo zawsze mogło być gorzej... tym się pocieszam... Już dzi wiem, że w czwartek nie pójdę do szkoły... Czemu? Już wcześniej wspomniałam -> szopki...
Nie wiem, co pisać... Jak miałam wenę, nie mogłam siąść przed moją kochaną klawiaturką (przed żadną inną zresztą też...). Kiedy wreszcie mogę pisać, nie mam pojęcia o czym... Nie mam sił...
Do repertuaru sprawdzianów gdzieś jeszcze będzie trzeba dopchać esej z historii, który moja klasa pisała 28 listopada... Uczyłam się na niego przez całą noc... I to był błąd. W szkole czułam się podle. Trafiłam do higienistki po 4-tej lekcji. Po 5-tej już jechałam do domu. Sprawdzian odbył się na 7-mej.
Chwilowo kończę, bo bez sensu jest pisać dla samego pisania. Trzymajcie się i powodzenia!
P.S. do mucha-2006 : Ciężko mi cokolwiek radzić, bo Cię nie znam... Nie znam też Twojej sytuacji... [1. Jeżeli Twój brat ma złą opinię u nauczycieli i oni myślą, że Ty jesteś taka sama] Postaraj się za wszelką cenę odciąć od brata na tyle, żeby Was ze sobą nie łączyli. Jesteście rodzeństwem, owszem, ale nie jesteście jedną osobą. Różnicie się i musisz postarać się to pokazać nauczycielom. Udowodnić im, że błędy Twojego brata, to jego sprawa i wcale nie oznacza to, że Ty też je będziesz popełniała.
[2. Jeżeli wygadywał na Twój tenat różne bzdury] Pokaż wszystkim wkoło jaka jesteś! Udowodnij, że to, co brat o Tobie mówił, to brednie, które nijak się mają do prawdy. Udowodnij, że chciał Cię zniszczyć, żeby ukarać Cię w ten sposób za jakieś domowe rozrachunki. Nie rób tego jednak słowem, a czynem!
I przede wszystkim: Nie siedź tak długo nad nauką, gdyż potem nie porafisz się w szkole skupić i w pełni sprzedać swojej wiedzy!
Przepraszam, ale chwilowo nie mogę siedzieć dłużej przy komputerze... Musze jeszcze popracować z szopką... Jak będziesz miała jakieś konkretniejsze pytania napisz do mnie, jak będę potrafiła, to ci z chęcią pomogę! Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam Cię gorąco!
komentarze [2]Życie w Liceum... >> piątek, 1 grudnia 2006 11:20:21
Znów kolejna dłuższa przerwa... Dlaczego...? Bo nie mam czasu. Czasu i chęci. Na co? Na wszystko... Mam dośc tego, że nie potrafię sobie odpowiednio zaplanować jak właściwie zagospodarować czasem... Ciągle muszę się czegoś uczyć... Są tego cholerne ilości.... Dlaczego? A bo dziecku się nie chce uczyć na bieżąco... A potem robią się te cholerne zaległości z krórych nie potrafię się wygrzebać... Zarwane noce, generalne osłabienie... I lecę coraz bardziej w dół z ocenami... Dziś dostałam na przykład 3 z polskiego za sprawdzian na który uczyłam sie jeszcze w ten sam dzień, bo siedziałam nad zeszytem i książkami coś do 03:30 w nocy. Tata był wściekły. "Ty musisz się wysypiać! Twój organizm potrzebuje C O N A J M N I E J 6h snu dziennie! (...)"... Wiem, że ma racje... Ale we mnie ambicja budzi się dopiero w wieczór poprzedzający sprawdzian... Kolejną (mini) porażką jest zadanie domowe z tego wspaniałego (:/) przedmiotu... Dostałąm 4. OK, spoko, dobra ocena, ale... Siedziałam nad tym cholerstwem coś ze 4h...
Siedzę teraz na TI (technologia informacyjna)... Na poprzedniej lekcji mieliśmy sprawdzian... Teraz jest on oceniany. Dostałam -4. Ujdzie. Nie uczyłam się. Olałam. Cud, że jest 4. Z "minusem", ale 4.
Za tydzień, w czwartek, idę z szopką na Rynek. Już po raz 10. Cieszę się, choć mam jeszcze z nią dużo roboty. Jestem dobrej myśli. Zdążę. Muszę.
W szkole od 04-08.12 to po prostu masakra:
...
CDN.
komentarze [1]