W domu... >> poniedziałek, 23 stycznia 2006 10:07:22
Rodzice nie puścili mnie do szkoły... Czemu akurat dziś, kiedy pierwszy raz w życiu miałam na to ochotę...?!?!?! Pierwszy raz w życiu mi na tym zależało... Czemu...? W sumie dobre pytanie... Czy znam na nie odpowiedź...? Sądzę, że tak, ale nie chcę się do tego przyznać...
Ale zacznijmy od początku może... Czemu siedzę w domu...? Bo jak wstałam było gdzieś 26-27 stopni poniżej zera (w skali Celsjusza, oczywiście...)... Teraz też nie jest dużo cieplej... Przed chwilą sprawdzałam... Jest -25... Koszmar... Przetrwać dzień, przetrwać tydzień, wytrzymać do ferii...
Jednego jestem pewna.... To, że siedzę w domu mi na dobre nie wyjdzie... Nie mogę się na niczym skupić... Oglądałam zdjęcia z wakacji... Z Mazur, z Mielenka... Z Torunia... Z Nieszawy... Boże... Jaka ja byłam wtedy szzęśliwa... I nie przeszkadzało mi tak barzdo, że jestem sama... Miałam tyle osób wokół siebie... Usmiechcnięte twarze... Bez stresu... Jaka ja byłam wtedy szczęsliwa...
Teraz w sumie też jestem... Ale już nie tak w pełni... Czegoś... A raczej kogoś mi brakuje... Zarówno rodziny i znajomych, ale też tej jednej, jedynej osoby... Czy juz ją spotkałam...? Czy kiedyś nasze spojrzenia się zetknęły...? Czy się znamy...? Czy rozmawiamy ze sobą...? Tak bardzo chciałabym już to wiedzieć... Eh... Marzenia...
Mam nadzieję, że jutro już pójdę do szkoły i się spotkam z tymi, za ktrymi teraz, w domu tak bardzo tęsknię... Tak bardzo bym tego chciała...
komentarze [7]Łiii...!!! >> sobota, 14 stycznia 2006 18:48:01
Dzisiejszy dzień był cudowny...! O 14:00 umówiłam się z Gosią i Filipem pod kościołem św. Piotra i Pawła... Potem poszliśmy na pizze do Pizza Hut... Było bosko...:P;P:P... Szkoda, że Sysy nie było... Ponoć nie można mieć wszystkiego... Może w przyszłą sobotę wybierzemy się do Aqua Parku...? Mam nadzieję, że to wypali :D:D:D...
Muszę już mykać, bo tata potzrbuje kompa (hmmm... ciekawe po co ;-)...?). Mam nadzieję, że pojawię się wkrótce...
komentarze [9]Samotność... >> poniedziałek, 9 stycznia 2006 15:48:18
Czym że jest samotność...? Idę do szkoły i myślę o tym, że wciąż jestem sama... Na przerwach nie daje mi to spokoju... Wracam do domu... Do pustego mieszkania... Jestem sama... Sama ze sobą (nie licząc Daba i Mada, moich rybek...)... .
Nie moge narzekać na brak ludzi mi rzyczliwycgh, otwartych na pomoc w potrzebie, na ciebłe słowo... Na mnie... Ale to mi nie starcza... Chciałabym wracać do domu ze świadomością, że ktoś na mnie czeka, że komuś jestem potrzebna... Że żyję nie tylko dla siebie, ale i dla tej innej osoby...
Czemu dla tak wielu osób tak ważny jest wygląd ;-(...? Czemu...?! Ja przecież nie mam większego wpływu na to, jak wyglądam... Robię co tylko w mojej mocy, żeby to zmienić...! Chodzę do dermatologa, staram się nie jeść słodyczy... Nie wiem, co powinnam zrobić, żeby ktoś mnie zaakceptował taką, jaką jestem...
Czy ja naprawdę jestem taka straszna... Wszędzie wkoło pary... "Każdy kogoś ma, każdy z kimś tam gra, każdy ma a ja wciąż solo"... Czy to długo jeszcze potrwa...? Czy to się kiedykolwiek zmieni...? Czy znajdę, tą drógą połówkę...? Powoli chyba przestaję w to wierzyć... A tak bardzo bym tego chciała... Mieć kogoś, komu zawsze zaufam, i kto zawsze zaufa mi... Kogoś, kto będzie ze mną nba dobre i na złe... Na zawsze...
Głupie marzenia, głupiej nastolatki... Wiem, wiem... Ale czy tak trudno jest je zrozumieć... Chyba nie... Chociaż, kto wie, może ze mną faktycznie jest coś nie tak...?
komentarze [3]Po świętach czas na notkę... :P >> piątek, 6 stycznia 2006 09:48:30
Eh...
Znów ten czas...
Brak umiejętności gospodarowaiem nim...
U mnie wciąż po staremu... Jestem sama, mam wspaniałą przyjaciółkę.... Na zdrowie mogłabym narzekać, ale na razie nie warto... Ostatnimi czasu nie mogę znaleźć czasu, by napisać notkę.... Nie wiem co się ze mną dzieje...
Odkąd trafiłam do szpitala na Prokocimiu, minął już prawie rok... I większość znajomości w większym lub mniejszym stopniu wygasła... Przykro mi bardzo z tego powodu i chciałabym móc cofnąć czas... Ale wiem, że się nie da... On cały czas ucieka... Sekunda po sekundzie, minuta po minucie, godzina po godzinie... Potem dzień po dniu... Mijają miesiące, tygodnie lata... A my często nie rozumiemy własnych zachowań... Czemu tego, czy tamtego nie zrobiliśmy...? Bo nie mieliśmy czasu... Nie mieliśmy...? No, nie do końca... Nie potrafiliśmy go wykorzystać... To wszystko...
Musimy nauczyć się tak postępować, by w przyszzłości być zadowolonym z życia...
Trochę się rozpisałam... Może niepotrzebnie, ale czułam potrzebę zrobienia tego... Mam nadzieję, że w miarę szybko znów coś napiszę.... Tymczasem pozdrawiam gorąco wszystkich, i każdego z osobna... Powodzenia w 2006 roku...!
komentarze [1]