Czy kiedyć będzie lepiej? >> sobota, 15 grudnia 2007 20:41:17
Nic mi się nie układa, wręcz wszystko na łeb wali. Gonię, wciąż nie mając na nic czasu. Nie mam już sił ani chęci o wszystko walczyć. Najchętniej bym pojechała nad morze i zaszyła się w "moim" pokoiku na II piętrze... Nabrała sił, spojrzała na wszystko inaczej, spokojniej...
Czy to ze mną jest coś nie tak, czy czasem bywa w życiu każdego tak, że nic, KOMPLETNIE nic się nie układa?
Nie wiem, czemu mi tak odwala. Zwykle sobie ze wszystkim radziłam, teraz problemy mnie na tyle przerastają, że nie tylko sobie z nimi nie radzę, ale też nie mam odwagi prosić kogoś o pomoc.
Cały czas idę samotnie przez swoje życie i nic zmian nie zapowiada. Zresztą, ja ich chyba nawet nie chcę, bo jest tylko jedna osobą, którą jestem w stanie obdarzyć prawdziwym, szczerym uczuciem, ale On ma mnie gdzieś... Cóż, nikt nie mówił, że życie jest łatwe, nikt nie obiecywał mi, że będzie dobrze.
Mam nadzieję, że niebawem się ze wszystkim uporam i znów będę sobą, szczerze uśmiechniętą, pełną dobrej woli, nadziei, marzeń... Wiary w lepsze jutro.
Dobra, nie smędzę więcej, bo i tak nic to nie pomoże... Spadam.
komentarze [0]Nie zapomniałam... >> poniedziałek, 5 listopada 2007 23:03:48
Dawno mnie tu nie było... Żal mi tego czasu, ale nie jestem w stanie go cofnąć...
W życiu jak w życiu... Raz jest lepiej, raz gorzej... Obecnie mam raczej tą złą fazę... Czuję się samotna, opuszczona, do niczego nikomu nie potrzebna... Ot, powietrze...
Wszystko mi się wali... Szkoła, kontakty z innymi... Nie mam na nic sił, energia ze mnie wyleciała... Większość istotnych aspektów mam w głębokim poważaniu... Nie potrafię skupić się nad szkołą, nauką... Nie mam na to sił, brak mi chęci i motywacji... Taki stan mnie przeraża...
Nie mam bladego pojęcia co powinnam ze sobą zrobić... Pozostaje mi czekać na to, że Los da mi kopa pozytywnej energii i osobę, która będzie mnie wspierać......
komentarze [1]Z Oświęcimia... >> niedziela, 22 lipica 2007 00:55:09
Z nudów totalnych i braku pomysłów na zagospodarowanie sobie czasu w Krakowie, stwierdziłam, że czas się pakować i spadać, gdzie się da. Padło na Oświęcim, bo 1) jest niedaleko 2) nie są to Bielany, z którymi obecnie jestem na drodze wojjennej batalii o psa [heh, ten mój bełkot] 3) jest w miarę blisko 4) jest tu komp z Netem :D i parę jeszcze innych, może nawet sensowniejszych powodów też by się znalazło...
Dziaś z Kasią [żoną mojego kuzyna] byłyśmy najpierw na rundce po sklepach, później poszłyśmy na Kebaba, do fryzjera [MAM GRZYWKĘ!] i... Na Kamieniec xD - urocze miejsce nad Sołą gdzie można wygrzewać dupy z dala od spalin i zamoczyć swe pokaźne sadełko w miarę czystej [no... powiedzmy ;-) ] i całkiem cieplusiej wodzie...
Jutro może też się tam wybiorę - w Krakowie ciężko o takie atrakcje, bo mnie samej rodzice nie puszczą, a im brak chęci i czasu... Nad wodą dzień mija nadzwyczaj szybko i bezboleśnie, więc pewnie, niestety, nim się obejrzę, będę z powrotem w Krakowie... Najprawdopodobniej nastąpi to w środę...
Nie wiem nawet kiedy, zleciał już miesiąc wakacji... Drudie tyle i znów do szkoły.... Matrix po prostu jakiś... To się wydaje tak śmiesznie odległe, jakoś niemożliwe... Jak to? Przecież dopiero co było zakończenie roku po gimnazjum... A teraz? We wrześniu do drugiej liceum marsz... Półtora roku i staję przed jednym z ważniejszych egzaminów życia - maturą... A jeszcze niedawno takie się to niewyobrażalnie odległe zdawało...
Jest taki upał, że nie ma czym oddychać.. A ja, głupia, myślałąm, że nigdy mi w Polsce za gorąco nie będzie... Heh.. No cóż, tak to z życiem bywa - jest kompletnie nieprzewidywalne...
Nie wiem, o czym by tu napisać, węc chyba się po prostu położę naładować sobie bateryjki na jutrzejszy dzień ;-)... Oby był tak samo pomyślny jak dziś :P - hm... wczoraj xD ;-) ........? [dla ciężko kapujących: dziś=sobota xD]
komentarze [1]Wakacje... >> piątek, 13 lipica 2007 22:10:52
No i rok szkolny się skończył... Wiem, wiem, 3 tygodnie temu... Koniec roku nie był nawet taki zły, miałam średnią 4,21 (3xdst, 5xdb, 6xbdb), więc teraz walczę o psa. Mam nadzieję, że już niebawem osiągnę swój cel - tata powoli pęka.
Są wakacje a nudzę się jak jasna cholera... Nie mam co ze sobą robić, więc niebawem pewnie się ulotnię z Krakowa (Oświęcim mi po głowie chodzi).
Nad morze jadę dopiero za miesiąc, no nic, trudno się mówi, może przynajmniej będzie wtedy ładna pogoda.
Ostatnio coraz częściej się znów kłócę z mamą... Wydaje jej się, że skoro siedzę w domu, to powinnam codziennie coś wyprać, posprzątać, wyprasować... Może i racja ale szkoda mi wakacji na coś takiego... Wolałabym spróbować czegoś nowego, może szalonego... No tak, tylko czego...?
Mam nadzieję, że po powrocie z Mielenka rodzice w końcu ulegną i będę mogła pójść do schroniska po spełnienie swoich marzeń...
Oduczyłam się tu pisać... Może z tego wyrosłam...? Nie, co ja mówię?! Przecież nawet dorośli piszą bloga... W czym więc problem...? Może za dużo się działo? Nie wiem, o czym pisać, a co jest nieistotne? Może po prostu jestem za bardzo zamknięta w sobie i ciężko mi ocenić co powinnam zachować dla siebie, a co mogę tu z siebie wylać?
Najbardziej ogółem mówiąc w ostatnich dniach musiałam się zmierzyć z czymś, co się okazało cholernie trudne i nie do końca się jeszcze pozbierałam... O co biega? Jak nie wiadomo o co biega, to znaczy, że chodzi o faceta... A nawet nie tyle samego faceta, jak o marzenia z nim związane. I wielki zawód. No cóż, takie życie... Mam nadzieję, że niebawem się mi to jakoś ułoży... Przecież w końcu musi... Ale nie zapomnę o tym nigdy i nie daruję sobie tego, że nic nie zrobiłam, kiedy jeszcze nie było za późno... A teraz? Co mi zostało...? Nic? O nie, co to, to nie! Wciąż się przyjaźnię z tym, który jeszcze do niedawna wypełniał sobą 90% moich myśli... Teraz wszystko, czego chcę, to aby był szczęśliwy.... I mam nadzieję, że tak będzie, bo gdy codziennie uśmiech będzie gościł na jego twarzy to i mnie będzie się łatwiej z tym pogodzić i cieszyć jego szczęściem. Dziwnie? A jednak, taka już ze mnie wariatka....
"Wariatka Tańczy"
(1)
Ale szum,
ale tłum,
czarna noc, biały room,
złote stosy pomarańczy.
Dudni dom: dana, da - jak zabawa to zaba...,
a wariatka jeszcze tańczy.
Taką to - by na stos!
Na co jej marny los,
dajcie, chłopcy ten kagańczyk.
Warkocz jej płonie już,
dookoła złoty kurz,
i wariatka jeszcze tańczy.
Szalona wiruje chusta,
szalone wirują usta,
otkaczałka, wariatka, ech,
nie patrzy do lustra.
Czerwona na niej sukienka,
czerwona w sercu udręka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka...
(2)
Ale szum,
ale tłum,
czarna noc,
biały room,
złote stosy pomarańczy.
Dudni dom: - dana, da
jak zabawa - to zaba...
i wariatka dzisiaj tańczy!
Kto tu wlazł,
ten już pan,
jeszcze łyk,
jeszcze dzban
i dzieciaków nikt nie niańczy!
Każdy ma
na coś chęć,
bo zabawa jest na pięć
i wariatka jeszcze tańczy:
Szalona wiruje chusta,
szalone wirują usta,
otkaczałka, wariatka, ech,
nie patrzy do lustra.
Czerwona na niej sukienka,
czerwona w sercu udręka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka.
Wódka już
jeży włos,
ej do bab,
ej do kos,
kto powiedział, że wystarczy ?
Jeden już
nie chce żyć,
na ostatek prosi pić
i wariatka jeszcze tańczy.
Taką to - by na stos!
Na co jej
durny los
dajcie, chłopcy ten kagańczyk.
Warkocz jej płonie już,
dookoła złoty kurz
i wariatka jeszcze tańczy.
Szalona wiruje chusta,
szalone wirują usta,
otkaczałka, wariatka, ech,
nie patrzy do lustra.
Czerwona na niej sukienka,
czerwona w sercu udręka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka.
Szalona wiruje chusta,
szalone wirują usta,
otkaczałka, wariatka, ech,
nie patrzy do lustra.
Czerwona na niej sukienka,
czerwona w sercu udręka,
otkaczałka, wariatka, ech,
przed losem nie klęka.
A. Osiecka
komentarze [0][*]... >> niedziela, 17 czerwca 2007 19:04:03
"Marzeniem Było Zdobyć Ten Szczyt,
Wystarczył Jeden Niepewny Chwyt,
Słyszał Swój Krzyk, Kamieni Stuk,
I Piachu Zgrzyt Spód Swoich Nóg,
Nagle Się Cicho Wokół Zrobiło,
Echo Zamilkło Gdzieś Się Ukryło,
Wiatr Tylko Słabo Na Flecie Grał,
O Chłopcu, Który Marzenie Miał..."
komentarze [0]Jak by ktoś miał wątpliwości - żyję! >> poniedziałek, 11 czerwca 2007 00:30:37
I mam się nawet dobrze... Dawno mnie tu nie było, ale to bardziej wynikało z mojego zaniedbania niż z braku czasu, choć na jego nadmiar w tym roku szkolnym nie mogłam narzekać. Generalnie dał mi on w dupę strasznie. Jeszcze teraz mam cholernie dużo nauki, choć do wystawienia ocen zostało mi już tylko 5 dni szkolnych....
Koniec roku nie zapowiada się rewelacyjnie, choć tragedii być nie powinno... Spodziewam się średniej w okolicach 4,1... No cóż, choć wynik nie zachwyca, będzie to jedna z wyższych średnich w klasie.
Jutro się okaże co będę miała na koniec roku z historii. Obawiam się, że pomimo szczerych chęci nauczyciela na wyciągnięcie oceny będę miała dopa, bo ten przedmiot (o zgrozo! mój kierunkowy :/) mi kompletnie nie leży. Mam nadzieję, że coś się zmieni w najbliższym czasie...
Do moich wspaniałych KUZYNECZEK z Chorzowa: BARDZO MI WAS BRAKUJE, TĘSKNIĘ ZA WAMI, MYŚLĘ O WAS KAŻDEGO DNIA... I WIERZĘ W TO, ŻE BĘDZIE OK I JUŻ NIEBAWEM SPOTKAMY SIĘ PONOWNIE W NASZYM MIELENKU...! Kasienia, Kochanie moje, trzymam bardzo mocno za Ciebie kciuki, jestem z Tobą myślami! Anulka, Ty też jesteś cały czas w moich myślach, bo przez te kilka lat stałyście się moją rodziną i bardzo, bardzo BARDZO martwię się, gdy coś się u Was dzieje nie tak, i cieszę nie niebotycznie, gdy wszystko jest w porządku :*:*:*! Wszystko się MUSI ułożyć...!
Do moich rodziców - za to, że są, że można na nich liczyć... :
"Kto mi tuż przed snem nucił bajki baj, baj
I kto przybiegał z bzem, kiedy maił się maj
Kto wybaczał mi każdą złość, każdy błąd
Gdy kryłam wielkie łzy, w domu najmniejszy kąt
Co wieczór obraz ten, kołysze mnie do snu
Tato młody jak maj i mama wśród bzów
Cudownych rodziców mam, cudownych rodziców mam
Odkryli mi każdą z dróg, po której szłam
Mam cudownych rodziców bo, przyjaciółmi moimi są
W porę rzekli mi: dalej to, idź drogą swą
Sama idę więc, ale po drogach mych
Będą wciąż za mną biec i mnie strzec w myślach swych
Jak motyl zastygł czas pod fotografii szkłem
Patrzę na nie nieraz i jedno wiem
Cudownych rodziców mam, cudownych rodziców mam
Odkryli mi każdą z dróg, po której szłam
Mam cudownych rodziców bo, przyjaciółmi moimi są
W porę rzekli mi: dalej to, idź drogą swą"
Co prawda nie do końca się zgadza "w porę rzekli mi: dalej, to idź drogą swą" ale wierzę, że wszystko w swoim czasie... Szkoda tylko, że tak późno zaczynam doceniać to, że są... Doszło to do mnie właściwie dopiero dziś i szczerze mówiąc wstyd mi z tego powodu... Mam nadzieję, że nie jest za późno....
komentarze [0]Nocną porą... >> sobota, 24 lutego 2007 03:33:00
Leżę na łóżku, wyłożona jak długa... Jest późno (już wcześnie?)...Nie wiem, co tu właściwie robię... Już dawno powinnam spać, a jednak... Wciąż tu siedzę... Oglądam filmy na komputerze, ściągam kolejne... Teraz zdecydowałam się napisać notkę... Odwala mi... Wcześniej bawiłam się z Chomikiem... Chomikiem...? Owszem!
Jakimś cudem udało mi się wyciągnąć tatę do sklepu i dnia 20.02.2007 dostałam od niego małego, ślicznego zwierzaczka! Wciąż nie potrafię w to uwierzyć... ;-)... Dziś mama stwierdziła, że mój uroczy Gryzoń zapewne się nudzi, jak tak sam jest i nie wykluczone, że jutro udamy się do zoologicznego w celu znalezienie towarzystwa dla Maleństwa... No i będzie trzeba kupić też i klatkę (obecnie Maluch przebywa w akwarium po myszce - Pusi). Czemu nie używam imienia Zwierzaczka? Odpowiedź jest prosta... jeszcze go nie wymyśliłam...
Wreszcie zaczyna mi iść w szkole... Nie ma rewelacji, choć tragedii też nie ma, i to jest właśnie sukces... Za sprawdzian z matematyki dostałam +5, kartkówka z filozofii? -> -5, to samo PO... Gorzej z historią (nie udało mi się poprawić sprawdzianu ;-( ... ), angielskim, polskim (-3 za pracę klasową) i TI (zawaliłam dzisiejszy sprawdzian). Nie wiem co myśleć, co robić... Gubię się w tym życiu... Od jakiegoś czasu balansuję na krawędzi... Boję się, że w końcu spadnę... Ale nie, nie wolno mi! Muszę się trzymać i walczyć... Nie ma rzeczy niemożliwych w końcu...
Dobra nie smędzę dłużej... Nie do końca idę spać, ale... Za jakieś 0,5h już powinno mi się to udać... Trzymajcie się! Narazie :*!
komentarze [2]Zagubiona w swoim życiu... >> poniedziałek, 19 lutego 2007 23:27:01
Nie potrafię się pozbierać w sobie, żeby jakoś ułożyć sobie życie... Nie wiem, co chcę robić po szkole... Waham się, czy aby na pewno jestem na odpowiednim profilu... Ostatnio spadam z ocenami... Mam wszystkiego dosyć... Wali mi się na głowę lawina złych wieści... Dorastam? Mądrzeję? Nabywam doświadczenia? Uczę się być wrażliwa? Sama nie wiem... Może po prostu wreszcie zaczynam dostrzegać świat poza mną... Może wreszcie przestanę myśleć tylko o sobie...
Od jakiegoś miesiąca mam komputer w pokoju... Czy to ma jakiś związek z tym, że się opuściłam w nauce? Zapewne... Bo teraz już muszę liczyć jedynie na własną samokontrolę i umiar... Jak łatwo się domyśleć, nie zawsze mi to wychodzi...
Dziś z tatą napisaliśmy podanie o przeniesienie mnie do innego Liceum... O dziwo, bardzo tego chcę... Pomimo, że u Pijarów nie jest ni źle, nie chcę tam chodzić... Nazwanie tego "sprawami osobistymi" będzie chyba najlepszym rozwiązaniem... Przez to, że nie potrafię wprost mówić o swoich uczuciach, nie chcę chodzić tam do szkoły przez wzgląd na jednego chłopaka... Oczywiście moi rodzice o tym nie wiedzą... Im zaserwowałam racjonalne argumenty... Że tracę za dużo czasu na dojazd... Że nie stać nas na moje LO i takie pierdoły... Mam nadzieję, że mi się uda... Celowo nie piszę do którego chcę się przenieść, żeby nie zapeszać... Mam nadzieję, że mi się to ułoży, bo mam już dosyć ukrywania się przed pewną osobą (kto ma wiedzieć o co chodzi wie doskonale...).
Przez ostatnie tygodnie ładuję się non stop w jakieś durne sytuacje i miewam przez to niemałe problemy... No cóż, 'takie życie'... "Raz na wozie, raz pod wozem"... Używając cytatu z piosenki można rzec: "raz na wolce, a raz w klatce, walcz, w a l c z, WALCZ!!! Ty walczysz, ja walczę". I tak aż do końca naszej ziemskiej wędrówki...
Na razie na tym poprzestanę, bo mam jeszcze sporo nauki na jutro... Trzymajcie się!
komentarze [0]Eee...? >> sobota, 20 stycznia 2007 22:57:24
Nie mam pomysłu na temat notki. Jak łatwo zauważyć, coraz mniej czasu poswiecam blogowi... Raczen nie wpadam, mało piszę... Częściej wrzucę tekst piosenki, niż cos własnego skrobnę... A czemuś to tak...? Zarówno mi sie nic nie chce, jak i nie potrafię znaleźć na cokolwiek czasu...
Zakończyłam SEMESTR I w LO z nienajgorszym wynikiem... Mogło być lepiej, ale i tak nie narzekam na średnią... Wyszła mi on 4,02 i nie będę ukrywać, że jestem z siebie dumna... Moje ocenki wyglądaja sobie nieźle... Nie mam nkl, ndst i dopików, nie mam tez cela... No... Szczyt marzeń to to nie jest, ale katastrofy także nie ma :P...
Ostatnio więcej mi się plącze, niz układa, choć wcale na to nie narzekam. Nie wiem, co i do kogo czuję i z tym juz nie jest tak kolorowo. Ale wierzę w to, że w końcu wszystko sie jakoś ułoży, bo nie ma innego wyjścia. MUSI być dobrze. Ja w to wierzę.
Ostatnio z przerażeniem doszłam do wniosku, że bardzo zaniedbałam swoich przyjaciół... Osoby, które zawsze były przy mnie, na których mogłam i mogę liczyć... Kochani, już Jednej osobie z Was dziś to na gg napisałam: niezależnie od tego, co mówię i co robię, zawsze możecie, i będziecie mogli na mnie liczyć... Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby Was nie zawieść, bo Was KOCHAM... Jesteście dla mnie jak rodzina. moja największa świętośc.
"Chce do jednego miejsca na ziemi gdzie
problemy przestają mieć znaczenie
do objęć które akceptują me słabości
do nich pragne tylko do mej miłości
Jest na ziemi jedno moje małe miejsce
gdzie poza biciem serca nie liczy się nic więcej
uciekam tam z moją całą tkliwością
wierze w Ciebie wierze w moje Sacrum"
No i już minął pierwszy tydzień ferii. Tydzień wyjątkowy. Spotkałam się w wieloma osobami, dla których czasu nie znajdywałam na codzień od dawna. Mam nadzieje, że nie utrace znowu odnowionych kontaktów. Chciałabym potrafić rozplanowywać odpowiednio czas. Wiem, że się powtarzam... Ale to fakt niepodważalny... Święta prawda...
"Brzechwa tego nie przewidział. Dwie kaczki dziwaczki w jednej bajce! Porażka" - TVN24... Tak na marginesie....
Nie mam pomysłu, co pisać, więc z doświadczenia wolę powiedzieć "pa!" zanim powypisuje tu coś, czego moge potem żałować...
Trzymajcie się! Narazie:*:*:*!
komentarze [0]Love story >> poniedziałek, 15 stycznia 2007 17:56:33
"Ona i On to była miłość prosta
Złączył ich los i jedno słowo - zostań
Ona i On wierzyli w to, że razem będą żyć
Wierzyli w to
Ona i On znaleźli, ocalili ten czysty ton
Co każe się nie mylić, że Ona, On
Dla siebie są i razem będą żyć
Wierzyli w to, wierzyli w to
Że nieśmiertelni są
Gdy miłość trwa, silniejsza jest niż zło
Ochrania ich spokojny dom, aż ich znalazła noc
Pośrodku dnia, pobladłych, noc
Zabrała nagle, zabrała ją
Zabrała noc...
Ona i On to było szczęście wielkie
Wzięła Ją noc
Jak fali dłoń muszelkę
Słowa tracą sens
Po śmierci miłość już poza nimi jest
W milczeniu jest
Gdy słowa gasną nie pytaj, czemu
Los chciał to odebrać Im
Daj ciszy zasnąć
Niech otuli ich jak dym
Historii tej kilka tych niemądrych łez
Nie wstydź się łez... "
komentarze [0]Osobista żałoba... >> środa, 20 grudnia 2006 23:33:52
Przyniosłam Go ze sklepu 07.05.2005r. Kupiłam Go w TESCO na Kapelance... Byłam szczęśliwa, dumna, że mam drugą rybkę (pierwszą od 25.03.2005r. - z TESCO na Wielickiej...). Pierwszą, razem z eloite nazwałyśmy DAB (to mieczyk)... W mysl tej nazwy dla NIEGO wymyśliłam MAD. Był głupikiem...
~04.12.2006r. coś złego zaczęło się z nim dziać... Schował się między kamieniami, wydawało mi się, że odszedł... Jednak jeszcze nie nadeszła wtedy Jego ostatnia godzina... przerażona od razu wymianiłam im wodę, pomimo tego, że było już ok. 22:30 i dziadkowie byli u mnie w pokoju... Po zmianie wody i wyczyszczeniu akwarium wydawało mi się, że jest OK... Ponieważ z wodą coś było nie tak i już po 2 dniach znów musiałam ją znów wymieniać, postanowiłam dodać do niej uzdatniacz... i nie wim, czy to nie był mój błąd... Nie wiem, czy to nie zabiło mojej kochanej Rybki... Dlaczego? Bo ten płyn był kupiony równo z Dabem (pierwszą rybką), czyli, przypominam, 24.03.2005r...
Jeszcze tydzień temu miałam Go w rękach... Dziś rano na Nich patrzyłam (po szkole zresztą też na chwilkę przystanęłam)... Chciałam zrobić to samo koło 22:20... Lubiłam na Nich patrzeć... Nigdzie Go nie widziałam... Był tylko Dab... Już czułam, że nie jest dobrze. Ale wciąż miałam nadzieję. Wierzyłam, że znów tylko się gdzieś schował, że stuknę w akwarium i znów będzie dobrze... Zobaczyłam Go. Leżał na dnie... Wśród kamieni... Zaczęłam stukać w szybkę... Nie reagował. Szturchnęłam akwarium... Też nic... I już w zasadzie wiedziałam, że to koniec... Ale nie chciałam w to wierzyć... Prosiłam tatę, żeby sprawdził... Czy... Zresztą, wiecie o co mi chodzi... Olał mnie... Poszłam do mamy... Gdy stanęła przy akwarium podszedł do niej tata... nie miałam sił być w pokoju. Poszłam do kuchni... po chwili usłyszałam spłukiwaną wodę w toalecie... I słowa mamy "O jedna mniej..."... Ona wie, co czułam, co czuję... Tak mi się wydaje...
Mam do siebie wielki żal, że Go zaniedbałam, że nie było mnie przy Nim w Jego ostatnich chwilach... Na dobrą sprawę nawet nie wiem, kiedy odszedł... Nie wiem, czy to przez starość, chorobe, czy moje zaniedbanie... Wiem jedno. Nie daruję sobie tego, że nawet nie miałam odwagi Go godnie pożegnać... Za to wszystko, co mi dał... Że był... Ilekroć było mi źle... pokłóciłam się z rodzicami... Czułam się samotna i opuszczona... Podchodziłam do akwarium, patrzyłam na moje maleństwa i już było lepiej... A ja co?! Nawet nie podziękowałam... Nie było mnie wtedy w łazience... odsunełam się od tego... wolałam być z daleka...
Pewnie myślicie, że jestem głupia... Możliwe... nie powinnam aż tak bardzo się przywiązywać... Ale stało się. trudno za późno. Czasu nie cofnę. Mogę jedynie robić wszystko, co w mojej mocy, żeby mieczykowi do końca Jego dni było dobrze, żebym przy Nim była... Żebym Go nie zawiodła...
Idę... Chcę popatrzeć na rybkę, na Daba... On był pierwszy... Odejdzie jako drugi...
Powinnam być na to gotowa, wiem... rybki nie żyją wiecznie... Ale... Nie myślałam, żeto nastąpi tak po prostu... Że nawet nie zauważę... Bo... Nie zorientowałam się przecież... Przykro mi z tego powodu...
ODSZEDŁ ZE ŚWIATA, ALE NA ZAWSZE ZOSTANIE W MOJEJ PAMIĘCI...
komentarze [3]Dzieci Gorszego Boga... >> czwartek, 14 grudnia 2006 22:20:40
"1.Pani redaktor! sprzedaję pani temat,
prosto z ulicy centralnie z podziemia,
o małolatach, o dzieciakach, o szczeniakach,
o pogrążonych w nędzy Polakach.
Pani oskarża - młody przestępca
Diluje, bije, kombinuje i przekręca,
nad ofiarami się znęca,
złodziej, bandyta, bardzo groźny morderca.
Pani redaktor - a czyja to wina?
ważny jest skutek, lecz ważniejsza przyczyna!
dziurawe buty kiedy zbliża się zima,
starych nie stać na ciuchy dla syna.
Dzieciak nie jest ślepy - kuma sprawę,
bardzo szybko rozkminia zasadę „być znaczy mieć”
nie zawsze zgodnie z prawem,
w chorym systemie "wyniucha" każdą zdradę,
Jednak uczciwie próbuje zdobyć środki,
łapie robotę - nosi ulotki,
mija miesiąc, dzieciak wali po sałatę
„spadaj Mały! Razzz! Zapomnij o wypłacie!”.
Ściema na maxa, życiowa nauka –
„nie będę frajerem już nikomu nie zaufam,
nigdy więcej nie dam się oszukać,
teraz ja, tak! Frajerów będę stukać!”.
Ref. Dzieci Gorszego Boga dla nich słonce nie chce wstać,
Dzieci Gorszego Boga stoją w cieniu naszym miast,
Dzieci Gorszego Boga ciągle więcej pośród nas,
Dzieci Gorszego Boga, Dzieci Gorszego Boga
Pani redaktor! dzieciak łapie układy
„być znaczy mieć” - wedle nowej zasady,
nocne wypady – sklepy, samochody,
się poprawia jego stan finansowy.
Już nie chodzi głodny, zaniedbany,
nie kroi nocą kasy z portfela mamy,
czasem stuka dziesiony na frajerach,
z dumą obejmuje nowy etat - pasera,
potem dilera, następnie łyka gnata ,
strzela - zabija by zgadzała się kasa.
Pani redaktor zdziwiona? trochę zdumiona?
a może przerażona?!
Skumaj temat i skup się na przyczynie,
otwórz oczy a zobaczysz kto jest winien!
nie dzieciak, nie ja i nie mafia z Wołomina!
W politykach i systemie przyczyna!
to oni robią śmieci z uczciwych ludzi,
na zysk zero szans - za to szansa na długi,
na niegodne życie z gównianą przyszłością,
zobacz jak niewielu wychodzi na prostą
I nie pierdol mi jeden z drugim że to farsa,
że to temat wyssany z palca,
płace respektem niewinnym Dzieciakom Gorszego Boga,
Pani redaktor...
Ref. Dzieci Gorszego Boga dla nich słonce nie chce wstać,
Dzieci Gorszego Boga stoją w cieniu naszym miast,
Dzieci Gorszego Boga ciągle więcej pośród nas,
Dzieci Gorszego Boga, Dzieci Gorszego Boga "
To jest jeden z tekstów Karramby...
komentarze [0]"Dlaczego tak jest, że najpiękniejsze chwile życie psuje na siłę...?" >> poniedziałek, 4 grudnia 2006 23:06:29
To jest dobre pytanie... szkoda tylko, że nie mam na nie odpowiedzi... Jeszcze parę godzin temu fikałam z radości... Śmiałam się, cieszyłam ze wszystkiego. Było bosko, wydawało mi się, że nareszcie wszystko zaczęło się układać. No właśnie.
Wydawało mi się. Teraz siedzę przed ekranem komputera. Ostatkiem sił powstrzymuję się od płaczu, bo nie chcę zbędnych pytań ze strony rodziców i dziadków. Nie chcę ich pomocy. Nie potrzebuję jej. Chcę w to wierzyć. Muszę. "DAMY RADĘ!" - Przemuś ja już nie mogę. Powtarzałeś mi to kiedyś tak często... A teraz? Jesteś daleko. Za daleko, żebym mogła prosić Cię o pomoc. Już nawet nie pamiętam, czy podawałam Ci adres bloga. Nie wiem, czy tu wchodzisz. Wiem, że brak mi Ciebie. Wciąż pamiętam, jak mieszkałeś u nas, kiedy byłam malutka... Eh... to był taki piękny okres... Zero zmartwień, zero problemów 100% zabawy i przyjemności. A teraz? Minęło sporo czasu. Ty starasz się zagwarantować odpowiedni start życiowy swojej córeczce... Ja staram się wypracować (na razie sobie) odpowiednią przyszłość.... Eh... Rozpisałam się. No tak, przecież ja o rodzinie moge godzinami...
Powoli mam wszystkiego serdecznie dość. Kiedy już, już prawie wszystko idzie OK, mogę mieć 100% pewności, że coś się
rozpierdoli. Świadomie to napisałam. "Rozwali" to za słabe słowo. O tak. Stanowczo za słabe. Boję się jutra. Nie dosłownie, choć po części też. Boję się tego, co będzie. Rozczarowań. Tego, że kolejny czar pryśnie. I znów następny... A pośród nimi pasna sukcesów... I tak błędne koło toczyć się będzie do
usranej śmierci .
No tak, znów bredzę. Lepiej skończę na dziś... Za bardzo otwarta jestem. Któś to może wykorzystać i pewnie to zrobi. To jakaś obsesja.Mam tego dość. STOP! Koniec na dziś. Wystarczy. Zobaczymy, co przyniesie kolejny dzień? Radość, czy smutek? Sukces, czy porażkę? Tylko czas na to odpowie. Spadam. Pa!
komentarze [0]Ciąg dalszy następuje... >> sobota, 2 grudnia 2006 23:17:12
Kontynuując myśl ze szkolną masakrą... Chodzi mi o sprawdziany. nauczyciele się chyba wściekli. Idąc przez cały tydzień:
PONIEDZIAŁEK -> sprawdzian z chemii
-> sprawdziano-kartkówka z biologii
WTOREK -> sprawdzian z PO
-> kartkówka z angielskiego
CZWARTEK -> sprawdzian z francuskiego
-> sprawdzian z filozofii
-> kartkówka z angielskiego...
To może wyglądać jak dobry dowcip... Niestety nie, to święta prawda... Nie jest źle, bo zawsze mogło być gorzej... tym się pocieszam... Już dzi wiem, że w czwartek nie pójdę do szkoły... Czemu? Już wcześniej wspomniałam -> szopki...
Nie wiem, co pisać... Jak miałam wenę, nie mogłam siąść przed moją kochaną klawiaturką (przed żadną inną zresztą też...). Kiedy wreszcie mogę pisać, nie mam pojęcia o czym... Nie mam sił...
Do repertuaru sprawdzianów gdzieś jeszcze będzie trzeba dopchać esej z historii, który moja klasa pisała 28 listopada... Uczyłam się na niego przez całą noc... I to był błąd. W szkole czułam się podle. Trafiłam do higienistki po 4-tej lekcji. Po 5-tej już jechałam do domu. Sprawdzian odbył się na 7-mej.
Chwilowo kończę, bo bez sensu jest pisać dla samego pisania. Trzymajcie się i powodzenia!
P.S. do mucha-2006 : Ciężko mi cokolwiek radzić, bo Cię nie znam... Nie znam też Twojej sytuacji... [1. Jeżeli Twój brat ma złą opinię u nauczycieli i oni myślą, że Ty jesteś taka sama] Postaraj się za wszelką cenę odciąć od brata na tyle, żeby Was ze sobą nie łączyli. Jesteście rodzeństwem, owszem, ale nie jesteście jedną osobą. Różnicie się i musisz postarać się to pokazać nauczycielom. Udowodnić im, że błędy Twojego brata, to jego sprawa i wcale nie oznacza to, że Ty też je będziesz popełniała.
[2. Jeżeli wygadywał na Twój tenat różne bzdury] Pokaż wszystkim wkoło jaka jesteś! Udowodnij, że to, co brat o Tobie mówił, to brednie, które nijak się mają do prawdy. Udowodnij, że chciał Cię zniszczyć, żeby ukarać Cię w ten sposób za jakieś domowe rozrachunki. Nie rób tego jednak słowem, a czynem!
I przede wszystkim: Nie siedź tak długo nad nauką, gdyż potem nie porafisz się w szkole skupić i w pełni sprzedać swojej wiedzy!
Przepraszam, ale chwilowo nie mogę siedzieć dłużej przy komputerze... Musze jeszcze popracować z szopką... Jak będziesz miała jakieś konkretniejsze pytania napisz do mnie, jak będę potrafiła, to ci z chęcią pomogę! Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam Cię gorąco!
komentarze [2]Życie w Liceum... >> piątek, 1 grudnia 2006 11:20:21
Znów kolejna dłuższa przerwa... Dlaczego...? Bo nie mam czasu. Czasu i chęci. Na co? Na wszystko... Mam dośc tego, że nie potrafię sobie odpowiednio zaplanować jak właściwie zagospodarować czasem... Ciągle muszę się czegoś uczyć... Są tego cholerne ilości.... Dlaczego? A bo dziecku się nie chce uczyć na bieżąco... A potem robią się te cholerne zaległości z krórych nie potrafię się wygrzebać... Zarwane noce, generalne osłabienie... I lecę coraz bardziej w dół z ocenami... Dziś dostałam na przykład 3 z polskiego za sprawdzian na który uczyłam sie jeszcze w ten sam dzień, bo siedziałam nad zeszytem i książkami coś do 03:30 w nocy. Tata był wściekły. "Ty musisz się wysypiać! Twój organizm potrzebuje C O N A J M N I E J 6h snu dziennie! (...)"... Wiem, że ma racje... Ale we mnie ambicja budzi się dopiero w wieczór poprzedzający sprawdzian... Kolejną (mini) porażką jest zadanie domowe z tego wspaniałego (:/) przedmiotu... Dostałąm 4. OK, spoko, dobra ocena, ale... Siedziałam nad tym cholerstwem coś ze 4h...
Siedzę teraz na TI (technologia informacyjna)... Na poprzedniej lekcji mieliśmy sprawdzian... Teraz jest on oceniany. Dostałam -4. Ujdzie. Nie uczyłam się. Olałam. Cud, że jest 4. Z "minusem", ale 4.
Za tydzień, w czwartek, idę z szopką na Rynek. Już po raz 10. Cieszę się, choć mam jeszcze z nią dużo roboty. Jestem dobrej myśli. Zdążę. Muszę.
W szkole od 04-08.12 to po prostu masakra:
...
CDN.
komentarze [1]